Moja przygoda z fibraxine – opinie i kolejny zawód

Moja praca jest dość stresująca. Pracuję jako ratownik medyczny w jednym ze stołecznych szpitali. Nigdy nie wiadomo, na co trzeba być przygotowany, jeśli chodzi o konieczność udzielenia komuś pierwszej pomocy. Najtrudniej jednak jest udzielić pomocy samemu sobie. Doświadczyłem tego w temacie problemu z trawieniem. Okazało się bowiem, że mam poważne problemy z jelitami. Przejawem tego były bardzo uciążliwe zaparcia. Doszło do sytuacji, że praca moich jelit totalnie się rozregulowała. Można wszystko zwalić na stres, ale lekarz powiedział mi, że dieta bez błonnika i jedzenie śmieciowego żarcia w pośpiechu także mają na to wszystko wpływ.

Trudno było się z nim nie zgodzić, skoro sam każdego dnia przebywam w środowisku medycznym. Pod latarnią najciemniej – po raz kolejny się potwierdziło to powiedzenie. Odczuwałem wcześniej problemy z trawieniem, ale zabiegany, wciąż odkładałem wizytę u lekarza. A takie sytuacje później na nas się mszczą z podwójną siłą. Żeby tylko nie pogorszyć sytuacji, zacząłem się za siebie brać. Nie chciałem, żeby mój brzuch przypominał nadmuchany balon.

Idealny suplement na poprawę materii

Miał nim być fibraxine. Te niekłopotliwe saszetki z preparatem mającym uzupełnić braki błonnika w organizmie wydawały się całkiem konkretnym pomysłem. Ulga miała przyjść prawie natychmiastowo, ale trochę trwało, zanim odczułem gruntowną poprawę pracy moich jelit. Na saszetki fibraxine wydałem naprawdę dużo pieniędzy. Jak na takie wydatki – działanie było raczej przeciętne. Wydawało mi się, że na rynku powinny istnieć lepsze i skuteczniejsze w działaniu leki oraz suplementy diety dla usprawnienia pracy całego układu pokarmowego. Po dwóch tygodniach, mimo stosowania fibraxine, zaparcia zaczęły znowu atakować. Byłem już zmęczony ciągłą walką z własnym organizmem, który stopniowo zaczął mi odmawiać posłuszeństwa. Przecież nie po to kupujesz jakiś suplement, żeby wracać do punktu wyjścia! Stawałem się coraz bardziej ociężały, a problemy z przemianą materii zaczęły coraz bardziej niekorzystnie przejawiać się w moim wyglądzie zewnętrznym. Jak długo można tak żyć?

Prostolan przystępuje do dzieła!

Po rozmowie z kimś zaufanym usłyszałem: “Daj sobie spokój z jakimiś błonnikowymi preparatami i weź po prostu Prostolan!” Z początku w ogóle nie wiedziałem o co chodzi, bo nazwę tych tabletek usłyszałem po raz pierwszy. Gdybym wiedział, jak bardzo pozytywnie wpłyną one na stan mojej przemiany materii, to już na długo wcześniej bym się w nie zaopatrzył. Człowiek ma właściwie obok siebie, na wyciągnięcie ręki taki specyfik, a szuka nie wiadomo gdzie i po co, by na końcu i tak się zawieść. Prostolan spełnił wszystkie pokładane w nim nadzieje. Udało mi się pozbyć przykrego uczucia przepełnienia w brzuchu. Problemy z wydalaniem zniknęły jak ręką odjął. Mogłem sobie z powrotem pozwolić na jedzenie ulubionych specjałów i to bez obawy, że cokolwiek mi zaszkodzi. Znów czuję się świetnie, a to wszystko dzięki niepozornym tabletkom w klasycznym opakowaniu. Wiem, że od teraz Prostolan zostanie ze mną na zawsze!

6 Odpowiedzi do Moja przygoda z fibraxine – opinie i kolejny zawód

  1. Walentyn Szczygiel napisał(a):

    Fibraxine raczej nie sprawdzi się w działaniu na konkretny problem, zwłaszcza, że sam lek reklamuje się jako najbardziej uniwersalny na rynku. A przecież wiemy, że uniwersalizm (a na pewno już w przypadku medycyny) nie jest efektem pożądanym. Oprócz tego jest bardzo drogi…

  2. Jaromir Krupski napisał(a):

    Nie polecam stosować suplementów na nic, na nic!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *